Jak wynika z informacji „Gazety Wyborczej” Stefan W. zeznał po zabójstwie prezydenta Gdańska, że chciał pojechać do Warszawy, by tam „zrobić coś dużego, o czym wszyscy będą mówić”.

„GW” pisze, że Stefan W. po wyjściu w grudniu 2018 r. na wolność, kupił bilet z pieniędzy, które miał na więziennym rachunku depozytowym, a następnie poleciał do Warszawy. Jego pobyt w stolicy miały potwierdzić trzy źródła. W Warszawie chodził po klubach, odwiedził kasyno i przegrał większość pieniędzy, które posiadał.

Po zabójstwie prezydenta miał zeznać, że pobyt w stolicy nie był przypadkowy. Chciał, jak stwierdził, „zrobić coś dużego, o czym wszyscy będą mówić”. Oznaczać to miało, że dopuści się ataku w tłumie ludzi. Podczas zeznań użył słowa „zamach”. Nie wiadomo, dlaczego ostatecznie tego nie zrobił.

Po powrocie do Gdańska, w dniu 27. finału WOŚP, wybrał się w miejsce publiczne, by tam dokonać przestępstwa. W trakcie przesłuchania miał atakować dzisiejszą opozycję, winić ją za zbyt wysoką karę. Miał też powtarzać, że nie chce być sądzony w Gdańsku, bo to miasto Platformy Obywatelskiej, i powiedzieć: „Tylko Ziobro może mnie uratować”.

Czytaj ciąg dalszy na kolejnej stronie:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here