Ostatnio głośno zrobiło się o praktykach, jakie panują podczas produkcji serialu M jak Miłość. Wszystko za sprawą wypowiedzi Olgi Frycz. Aktorka udzieliła wywiadu dla Twojego Stylu, gdzie opowiedziała jak w rzeczywistości wyglądała praca na planie.

Robiliśmy po dziesięć scen dziennie, pracowałam dłużej, niż miałam zapisane w umowie. Aktorki, które mówiły, że mają dzieci i muszą zwolnić nianię, słyszały: „A co, wyjdziesz z planu? Wielka pani gwiazda?”. Nikt nikogo nie szanował, były wrzaski. Ludzie przychodzili do pracy sfrustrowani, nienawidzili jej, ale bali się odejść, bo dziecko i kredyt. – wyznała Frycz.

Oczywiście producenci telewizyjnego „tasiemca” wszystkiemu zaprzeczyli, a w jego obronie stanęły Anna Mucha i Katarzyna Cichopek. Jednak dziwnym trafem, zaraz po odejściu Olgi Frycz, po 18 latach (!) grania w M jak Miłość zrezygnował także Kacper Kuszewski – wszystkim dobrze znany serialowy Marek Mostowiak.

Aktor również nie ma wiele dobrego do powiedzenia o produkcji. Ludzie w ekipie filmowej są albo zatrudnieni na umowy o dzieło albo mają własną działalność gospodarczą, co powoduje, że prawo pracy ich nie obejmuje. Wielu z nich jest wynagradzanych za dzień pracy, czyli jeśli nie przyjdą do pracy, bo np. zachorują, to nie dostaną pieniędzy. – mówi w wywiadzie dla Plejady Kuszewski. Tempo pracy jest tak duże, że czasami okazuje się, że mamy nagranych tyle odcinków na zapas, że producent decyduje, że teraz będzie miesiąc przerwy dla wszystkich, albo nawet pięć tygodni. Ekipa dowiaduje się z dwu-, trzytygodniowym wyprzedzeniem, że nikt przez miesiąc nie pracuje i nikt nic nie zarobi. Aktorzy mają poczucie, że nie mogą narzekać i nie mogą walczyć o swoje prawa, bo są zatrudnieni na taki rodzaj umów, że można im podziękować i zatrudnić kogoś innego, kto nie będzie marudził. No więc nikt nie marudzi, tylko wszyscy zaciskają zęby i pracują. Od wielu lat zastanawiam się, jak to jest możliwe i jak to może być legalne.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here